Surfujesz po: Commyounique-home » Filo(b)logia » Językiem humoru » Klnij, k**wa! Będziesz zdrowszy, czyli przekleństwa podstawą społeczeństwa

Klnij, k**wa! Będziesz zdrowszy, czyli przekleństwa podstawą społeczeństwa

przekleństwa angielski commyounique

Przekleństwa czy błogosławieństwa?

Czasem dziwię się, że przekleństwa w ogóle istnieją. Mam, bowiem wrażenie, że wszelkiej maści wulgaryzmy w naszym kraju używane są tak powszechnie i w tak różnorodnych przestrzeniach, że już dawno powinny awansować do standardowej, a wkrótce, być może, do „literackiej” polszczyzny! Bo czymże byłby komentarz na Youtube pod filmikiem dotyczącym np., jakichś mniejszości społecznych bez garści soczystych tzw. słów niecenzuralnych, (których wszak nikt nie cenzuruje)?

Czy w ogóle możliwa byłaby bez nich komunikacja w Internecie? Jak wyglądałaby, a raczej „brzmiałaby” polska ulica bez dźwięcznego „k**wa” (z akcentem na pierwszą sylabę, wydłużoną pierwszą głoską samogłoskową i k przydechowym), płynącego z ust przetaczającej się młodzieży gimnazjalnej? Ba, ze słodkich buź dwulatków, które, jak pokazują badania, znają słowa „mama”, „tata” i przynajmniej jedno sprośne wyrażenie, choć alfabetu jeszcze nie umieją? Być może przekleństwa to podstawa języka! I mimo, że po zwroty te sięga się częściej, niż po niektóre zaimki osobowe, wciąż nazywamy je „brzydkimi” i karcimy nasze dzieci, kiedy się zagalopują w naszej obecności. Często też wierzymy, że nasze pociechy to prawdziwe wzory grzeczności, nie zdając sobie sprawy, jaką „wędlinką” potrafią rzucać we własnym gronie rówieśniczym. A może zamiast się oburzać i czerwienić, warto przypomnieć sobie bajkę o pewnym, kaczątku i zastanowić się nad słusznością określenia „brzydki”?

przekleństwa angielski commyounique

Niewinne słowa przeklęte

Język jest niczym społeczeństwo i podobnie jak ono zawiera w sobie grupy słów lub wyrażeń noszących negatywne piętno i wykluczonych z pewnych kontekstów. Owe dyskryminowane określenia nie mają w sobie nic wulgarnego. Można by rzec- są zupełnie niewinne, zaś negatywne konotacje zostają im przypisane przez użytkowników wedle panujących norm społecznych i kulturowych. Bo np. cóż sprośnego jest w słowie „krwawy”? Dla nas Polaków, nic takiego, ale dla Brytyjczyków „bloody” w określeniu np. „bloody car” brzmi wulgarnie, zwłaszcza dla ucha starszego pokolenia. Arbitralność znaczeniową można też zilustrować na przykładzie wulgarnych odpowiedników wyrażenia „mieć stosunek seksualny”. Nie trudno zauważyć, iż niektóre z nich odbierane są jako mniej lub bardziej sprośne. O poziomie wulgarności tychże nie decyduje słowo, które samo w sobie jest pozbawione znaczenia, ale użytkownicy, którzy mu je nadają. Podobnie, można zadawać sobie pytanie, dlaczego określenia, tj. „pośladki”, „drzewo”, „sznur” czy „kurza stopa” akurat należą do grupy tych przyzwoitych. Cóż, odpowiedź brzmi: nie-zawsze-świadoma umowa społeczna.

Brudne wieki średnie czystych słów

Dzisiaj do kręgu sprośności należą przeważnie słowa znaczeniowo powiązane z czynnością wydalania oraz płciowością. Są to, bowiem sfery życia ludzkiego naznaczone wstydem i zepchnięte na margines w codziennych rozmowach. Jeśli więc chcemy wiedzieć, jakie tabu ma dane społeczeństwo, studiujmy jej wulgaryzmy!

W średniowiecznej Europie natomiast, rzecz się miała zgoła inaczej. W epoce, w której powszechny był brud, a fekalia (czyli g*wna, z przeproszeniem) zalegały na ulicach, wydalanie i seks do tabu nie należały. Ludzie mieli znacznie mniej rozwinięte poczucie wstydu. Kto wie, być może dzisiejsze przekleństwa mogłyby wtedy zostać odebrane za całkiem przyzwoite? Nie oznacza to jednak, że wulgaryzmy nie istniały. W związku z wszechobecnym teocentryzmem, miały jednak bardziej religijną naturę. Wyrażenie „na Boże kości” wywoływało wówczas ogromne poruszenie, co dzisiejszej młodzieży może wydawać się niepojęte…

przekleństwa angielski commyounique

A gdy głowa zaboli, rzucaj mięchem dowoli

W wiekach średnich powszechnie rzucano przeróżne uroki. Wierzono, bowiem w magiczne właściwości wypowiadanych zaklęć. Dziś nauka to potwierdza- magia istnieje, a słowa mają moc. Nie byle jaką moc i niebyle jakie słowa. Okazuje się, iż wypowiadanie przekleństw potrafi zmniejszyć odczuwanie bólu aż o 50%! teraz rozumiem, dlaczego tak ochoczo i w tak ogromnych ilościach wypowiadam słowa na „k” i na „p”, kiedy uderzę się w mały palec u nogi. Boję się pomyśleć, co by było gdybym tego nie robiła. Czy zatem można wysunąć wniosek, że przeciętni internetowi hejterzy cierpią na chroniczny ból? To pytanie pozostawiam samym zainteresowanym, którzy zapewne nie omieszkają „ulżyć” sobie w komentarzach poniżej.

My Słowianie wiemy jak użyć mowy…

Och tak, jeśli chodzi o stosowanie wulgaryzmów i kreatywność w tej dziedzinie, Polacy są chyba vice-mistrzami świata. „Vice”, bo nie mam pewności, czy Rosjanie nas nie wyprzedzają. W każdym razie, aby „zgłębić” tajniki polskiej mowy, wystarczy poznać ze dwa sprośne czasowniki i kilka rzeczowników, garstkę przedrostków i przyrostków i dać się ponieść twórczej lingwistycznej fantazji, wyrażając niemalże wszystko, czego dusza zapragnie. Kto powiedział, że język polski jest skomplikowany, skoro całą konwersację niektórych rodaków można często sprowadzić do kilku wyrażeń, które wystarczy wkuć i już!

przekleństwa angielski commyounique

A jak wypadają inne narodowości na naszym tle? Francuzi, Anglicy? Hmmmm, dużo gorzej! Wypowiedzi gangsterów z hollywoodzkiej produkcji tudzież teksty amerykańskich raperów można sobie włożyć w … między bajki. Zarówno język angielski, jak i język francuski to języki, w których uprzejmość odgrywa istotną rolę. Przekleństwa używane są zdecydowanie rzadziej, niż w naszej ojczyźnie. Trzeba, więc zdać sobie sprawę z tego, iż wypowiadając popularne, czteroliterowe słowo na „f” podczas naszego pobytu na Wyspach, nie wzbudzimy powszechnego uznania, lecz ryzykujemy wyśmianie. Znajomość przekleństw w obcych językach jest jednak bardzo ważna i potrzebna, zwłaszcza w podbramkowych sytuacjach. Równie istotna jest także pragmatyka ich użycia. W Commyounique wulgaryzmom w językach obcych również poświęcamy stosowną ilość czasu. Znajomość języka, bowiem to umiejętność posługiwania się nim w całej swojej okazałości, zaś język bez przekleństw nie istnieje. Zapraszamy do nauki i do (mądrego) przeklinania!

Zapraszam również no obejrzenia krótkiego materiału filmowego pt. „7 p****oloych powodów, dla których warto więcej przeklinać”.

 

 

Z wykorzystaniem http://newsfeed.time.com/2013/04/10/nine-things-you-probably-didnt-know-about-swear-words/

1 myśl na “Klnij, k**wa! Będziesz zdrowszy, czyli przekleństwa podstawą społeczeństwa”

Dodaj komentarz